3 wrz 2013

DOBRZE CI RADZĘ - RZUĆ WŁASNY BIZNES I IDŹ NA CUDZE


Hej, tak jak zawsze każdego namawiam, żeby robił własne biznesy (choć sam nie robię), tak dziś odkryłem, że to nie ma sensu!

Ogarnij się człowieku i pomyśl:

Bezrobocie jest super!

Ubezpieczą cię, pracy poszukają, pieniądze na życie dadzą. Masz masę wolnego czasu (w zasadzie cały czas), śpisz ile chcesz, rodziny nie masz (wcale nie dlatego żeś brudas), sprzątać nie musisz (starczy wymienić karton), flaszkę bierzesz na zeszyt. A te biznesy? Te zusy, te podatki, te wieczne niespłacone długi. Ta rodzina, której nie masz (która jest, ale to ciebie w domu nie ma), ten brak snu, ten czas wolny, którego znaczenia nie pamiętasz. Pewnie, że może się udać, ale może się też nie udać. Sam widzisz - nie opłaca się.

Cieplutki etat też jest super!

I na etacie, i na własnym podwórku musisz lizać ludziom tyłki - jak nie szefowi, to klientom. Jedyna różnica jest taka, że szef to lubi i chętnie zapłaci, a klient uzna, że chcesz mu wcisnąć jakiś shit i więcej nie da się polizać.

Brak odpowiedzialności - czy może być lepiej?

Nie to, że na etacie za nic nie odpowiadasz, ale... nic się nie stanie jak zawalisz, bo firma nie padnie od tego na pysk. Mogą cię zwolnić, ale równie dobrze mogą zwolnić twojego szefa (bo ci zaufał) albo twojego asystenta (bo ty go zwolnisz). Ryzyko rozkłada się na was trzech, a jak jesteś właścicielem swojej małej firemki to jeden głupi błąd i płyniesz.

Utrzymasz rodzinę - będziecie szczęśliwi!

Raczej nie masz wyjścia - musisz opłacić rachunki, zapełnić lodówkę, ubrać się jakoś. Mając etat możesz to sobie zaplanować, a jak ci starczy to nawet pójdziesz do kina i jeszcze kebaba na mieście zjesz. A ona będzie miała na nowe buty. A co na własnym? Jeśli cokolwiek zarobisz - nie ruszaj tego. Kto wie, jaki będzie następny miesiąc? Nigdy nie wiesz, a przecież zawsze musisz założyć czarny scenariusz. W tym rozwód, jak przez rok nie dasz jej na nowe buty.

Kupisz sobie mieszkanie - spełnisz marzenia!

Zapomnij o jakimkolwiek kredycie przez pierwszy rok bycia na swoim. Bank cię nie lubi i być może nigdy nie polubi, jak mu nie pokażesz, że jesteś fajny i zarabiasz. Co innego umowa o pracę... Banki kochają, kiedy twoja pensja regularnie zasila twoje (ich) konto.

* * *

Sami widzicie, własny biznes to kopalnia problemów i niezrealizowanych marzeń. Zarabiają na was wszyscy poza wami, światełka w tunelu długo nie widać, a z czasem zaczyna brakować nawet na alkohol, którego potrzebujecie jak nigdy wcześniej.

Jako ekspert od własnego biznesu bez własnego biznesu pouczam was: dajcie se spokój z tymi biznesami, z tymi start-upami, z tym robieniem internetów. Odpuśćcie, widzicie że się nie da. No i ten... będzie więcej miejsca dla mnie jak w końcu pójdę na swoje :)

A do komentowania zapraszam tych, którzy poczuli ironię i tych którzy już chcieli hejtować, a teraz im głupio :) To jak, macie własne biznesy? Planujecie coś? Czy etacik byle gdzie, byle do końca życia?