9 lip 2013

FLEGMATYKIEM BYĆ, CZYLI SLOW-LIFE PO MOJEMU


Niektórzy slow-life mają w genach. Na przykład ja. I nie tyle wiąże się to z flegmatycznym sposobem życia, co bardziej z życiem tu i teraz, bez ustawiania sobie celu za wszelką cenę, ale drogi którą trzeba iść, żeby ten cel osiągnąć. Dla flegmatyka to proste.

Bo to, że w każdym badaniu osobowości wychodzi mi, że jestem flegmatykiem to tylko jedna strona medalu. Można mi zarzucić, że jestem powolny i kiedy inni poświęcają na zjedzenie obiadu 10 minut, ja celebruję go 15. Można mnie besztać za to, że zapominam i zlewam różne sprawy - ale ja je po prostu selekcjonuję i to, co mniej istotne ląduje na końcu listy. Można chcieć mi przywalić, kiedy do wielu rzeczy dochodzę okrężną drogą - ale to moja droga, dla mnie wygodniejsza i bardziej komfortowa.

Nie dość, że tuman to jeszcze egoista 

Raczej facet, który ceni to kim jest, lubi swoją osobowością i żyje z nią w zgodzie. Ja wiem, że życie jest krótkie i trend jest taki, żeby je na maxa wykorzystać. Tyle, że każdy robi to w swoim własnym tempie. Czy ja się męczę sam ze sobą jedząc ten obiad albo robiąc zakupy dwa razy dłużej niż inni? Czy inni się ze mną męczą? Być może. Bywają zdziwieni, nerwowi, poirytowani. Stresują się, cóż - szybciej umrą. A ja? A ja nie. Bo żyję swoim naturalnym tempem. Kto chce przez całe życie biec, żeby wszędzie zdążyć - niech biegnie, a ja sobie zrobię spacer. Kto chce prowadzić życie instant - zalać wrzątkiem, szybko wypić i się nie oparzyć - niech sobie tak żyje. Ja będę gotował rosół na kurze i zjem, kiedy przestanie wrzeć. Powoli.

Masa tu kulinarnych metafor, ale slow-life wywodzi się przecież ze slow-foodu. Ludzie najpierw zaczęli eliminować ze swojego życia śmieciowe jedzenie, a teraz ich oczom ukazuje się piękny widok życia w zwolnionym tempie. I co najciekawsze - obojętnie jaki styl życia przyjmiesz, lista zadań do zrobienia zawsze będzie taka sama. Tyle, że w trybie slow będzie bardziej uporządkowana, posortowana i wyfiltrowana. W trybie fast wszystko musi być zrobione na już, na teraz, na wczoraj, bo świat się zawali.

Musi, ale po co?

Priorytety - to słowo naprawdę coś oznacza i po coś istnieje. Owszem - rzeczy ważnych jest dużo. Ale tych mniej ważnych jest jeszcze więcej. A kompletnych bzdur i głupot jest tyle, że przy nich te wszystkie ważne i mniej ważne leżą i kwiczą.

Niestety czasy są takie, że wszystko dzieje się szybko. Wiadomo - wszystkiemu winny kapitalizm i Zuckerberg. To tempo jest dla nas całkowicie naturalne, bo wymusił je na nas świat, w którym żyjemy. Teraz dzieci się z tym rodzą. My musieliśmy się przyzwyczaić, co - musicie przyznać - poszło gładko i było bezbolesne. I tylko nasi dziadkowie nie mogą pojąć, gdzie się ta młodzież tak ciągle spieszy, gdzie ona tak biega. Po co im to, popatrzyliby jak trawa rośnie.

Chętnie, ale nie o taki slow-life w tych czasach chodzi. My musimy go wpleść w nasze codzienne, zawodowe i rodzinne życie. O studentach nawet nie wspominam, bo ci na zwolnionych obrotach żyją przez całe studia. My - karierowicze, etatowcy, dłużnicy, rodzice, żony, mężowie. To są nasze stanowiska i takie są nasze role. Ponosimy za nie odpowiedzialność i to one są naszymi priorytetami. Musi istnieć między nimi równowaga. I wiecie co? Też nie mam pojęcia jak ją osiągnąć :)


Just slow (your) life.

Wiem tyle, że równowaga nie oznacza pełni sukcesu na każdym polu. Nie dasz rady wszędzie i wszystkim zrobić dobrze. Wszyscy jesteśmy ograniczeni czasowo, fizycznie i psychicznie - jakkolwiek to brzmi. Zresztą - próbując złapać kilka wiewiórek za ogon, możesz przypadkiem nie złapać żadnej. Wiele przeoczysz i wiele cię ominie. Dlatego odpuść sobie. Zwolnij.


Zwolnij, jeśli myślisz i działasz na zwiększonych obrotach. Ale jest naprawdę? Jakim trybem toczy się Twoje życie?