23 maj 2013

TEN MOMENT KIEDY PRACA ZABIJA PASJĘ

Ostatnio często mam okazję poznawać ludzi, którzy twierdzą, że 'pasja jest ich sposobem na życie'. Chciałbym się z nimi zgodzić, ale czy nie jest przypadkiem tak, że pasja kończy się wtedy, kiedy zaczynają pieniądze?


Duże pieniądze

i w proporcji do tego, kto co robi. Wcześniej czy później. Bo jeśli ktoś ci płaci, to wymaga. I nawet jak możesz sobie wybrać, co będziesz w życiu robił, to biorąc za to kasę zawsze będziesz mieć nad sobą bat. Dzięki pasji łatwiej i lepiej wykonujemy swój zawód, ale to wszystko - prawdziwa pasja odchodzi na bok, a zastępują ją negocjacje, umowy, terminy, kontrahenci.

Pokazała to ostatnio Maffashion w programie u Wojewódzkiego. Stres stresem, ale nie wspomnieć o tym, że jest się blogerem? Że się lata po świecie i promuje znane marki? Może blogerką została przez przypadek, ale z czasem rodzi się z tego pasja, bo inaczej się po prostu nie da. No i co, przyszły sukcesy i skończyło się pstrykanie fotek tylko dla samej siebie i paru(nastu tysięcy) czytelników. Praca jak każda inna, za bardzo godne pieniądze i w miejscach, które większość ludzi może sobie pooglądać jedynie na mapach google. Wszystko pięknie, ale nawet o takiej pracy nie mówi się w tak emocjonalny sposób, jak o pasji. A są tacy, co w ogóle o niej nie mówią. Bo to tylko praca. A pasja odstawiona została na boczny tor.

Zresztą to się sprawdza w każdej dziedzinie i na każdym etapie naszego życia. Jeśli masz ciekawy głos i chcesz się nim dzielić, to zostajesz wokalistą. Przez jakiś czas dawanie koncertów, przybijanie high-five z fanami i zostawianie autografów na biustach jest twoją pasją. Potem staje się czymś, co musisz robić bo tego wymaga od ciebie manager, producent i sponsorzy. I nadal możesz to lubić, ale to już nie będzie spontaniczne, będzie wyuczone, a po rocznej trasie koncertowej możesz mieć tego wszystkiego po prostu dość.


Mówią, że można to łączyć

Wiecie, takie słowa-klucze tworzące powiedzenie, że 'pracuję robiąc to, co kocham'. Dopóki nie traktujesz pracy jako pewnych zobowiązań wobec klientów to tak. Dopóki stać cię na to, żeby zlewać twoich zleceniodawców, bo akurat ci się nie chce. Dopóki kasa nie gra dla ciebie takiej roli, żeby rzucić dla niej sobotnią imprezę z kumplami. Dopóki nie zaczniesz sprzedawać swojej pasji na prawo i lewo, i stresować się, że nie wyrobisz.

ALE! Nie ma lepszej drogi niż praca, która jest wynikiem naszej pasji. Żadna szkoła, żadne studia nie dadzą ci takich zdolności jak to, co naprawdę kochasz i lubisz robić. Dzięki pasji systematycznie stajemy się lepsi, przeskakujemy ludzi którzy nie mieli w sobie tyle determinacji, żeby swoją pasję rozwijać i poszli na durne studia uczyć się teorii życia.

W dłuższej perspektywie pasja oznacza po prostu profesjonalizm, który się nie kończy. Praca, która jest efektem waszej pasji nie grozi wypaleniem. W odróżnieniu od zwykłej pracy na etat, gdzie rzadko kto teraz wytrzymuje więcej niż 3 lata max, a kryzys wieku średniego u etatowców przypada średnio 10 lat wcześniej i może nie minąć.

No chyba, że przypomnisz sobie, jaką pasję zamieniłeś kiedyś na 'bycie poprawnym obywatelem'. Bo nigdy nie jest aż tak późno, żeby nie móc tego cofnąć. Ale im później, tym bardziej będziesz żałować, ile lat straciłeś. Lub straciłaś.





No więc jak tam z Waszą pasją? Robicie coś dzięki niej czy dawno poszła w zapomnienie?