17 kwi 2013

CO NAM POKAZAŁ GDAŃSKI BANKOMAT?


Czy okradanie bankomatu z pieniędzy tylko dlatego, że ktoś się pomylił jest nie fair? Być może, zależy od jakiej strony spojrzeć. A czy jest w tym coś dziwnego? Ależ skąd! Jesteśmy tylko ludźmi.

Ostatnio głośno było o gdańskim bankomacie, w którym konwojent źle poukładał kasetki z pieniędzmi - zamiast wypłacać 50 zł, maszyna wolała wydawać ludziom po stówce. I teraz tak - czy znajdzie się ktoś, kto w pierwszym swoim odruchu stwierdziłby, że to pomyłka i komuś trzeba oddać te pieniądze? Ktoś poważnie chory, a tak poza tym to nie ma takich ludzi. Pierwszą i przez to naturalną reakcją u każdego z nas byłoby proste i radosne 'wtf ?! :)'. Nie ma znaczenia, co wydarzy się później - pierwsze odczucie jest najważniejsze, bo szczere.

W Gdańsku masa ludzi wybrała opcję 'wypłacam ile wlezie'. I normalnym jest, że jak ludzi spotyka fart, to nie analizują czy jest on efektem czyjegoś pecha, tylko chodzą zadowoleni i dumni z siebie. A już tym bardziej, kiedy na tego farta nie zasługują. Lubimy sobie wmawiać, że po tyyylu życiowych niepowodzeniach i mimo że tak bardzo się staramy, ale nikt nas nie docenia, los się wreszcie do nas uśmiechnął. Koniec dostawania po dupie, należy nam się coś od życia. Nawet, jeśli tą dupę notorycznie nadstawiamy sami.

Bo my bardzo lubimy oszukiwać. I innych, i samych siebie. Grunt to znaleźć sobie wygodne alibi, którym wytłumaczymy przed sobą nasze działania i jeszcze spróbujemy wkręcić w to innych. Taka jest ludzka natura i z nią nie wygrasz. Jeśli czegoś chcemy (a chcemy, bo jesteśmy materialistami), to kalkulujemy co będzie dla nas bardziej opłacalne. Człowiek to egoista w swojej naturze, więc nie ma nic dziwnego w chęci wykorzystania okazji, jaką jest zepsuty bankomat, biletomat czy inny mlekomat. To taki niezamierzony rodzaj promocji, a ludzie są pazerni i biorą w ciemno.

Przy czym pazerni w takim znaczeniu, że każdy indywidualnie dąży do zadowolenia i jakiejś życiowej satysfakcji. I każdy chciałby je osiągnąć najprościej jak się da. Wiadomo, że sam pieniądz szczęścia nam nie przyniesie, ale bardzo pomoże je osiągnąć. Ja też chciałbym wygrać milion w totka, żeby mieć już na zawsze z górki, ale jak wiecie nie bawi mnie to, choć skreślanie cyferek to taki prosty pomysł na biznes.

I tak - gdyby w moim mieście i w mojej dzielnicy stanął taki pomylony bankomat to nie wahałbym się i wyjął tyle kasy ile udźwignęłoby moje konto - oczywiście w podwojonej kwocie. Porządnie bym je zainwestował i 'ukradzioną' część po latach oddał na jakieś niedożywione dzieci albo samotne matki. To jest dobry deal, bo na biednego nie trafiło, a ja czułbym się trochę jak taki współczesny Robin Hood książę złodziei.




Tylko bez linczu, napiszcie lepiej co Wy byście zrobili.