14 mar 2013

A TY JAK WALCZYSZ Z NIEWIDZIALNYM WROGIEM?


No i dorwał się w końcu do mnie jakiś zarazek. Taki typowy co to powoduje bóle głowy, gardła, pleców i takich tam. Dawno nie miałem spadku formy z powodu wirusa, ale dobrze że przypałętał się teraz, a nie w pełni wiosny. I niby wszyscy wiedzą, że nie można tego lekceważyć, a jednak większość dokładnie tak robi. Łyka tabletkę na ból głowy i idzie do roboty. Kiedyś też tak robiłem, ale uznałem, że to słaby ruch.

Profilaktyka jest bez znaczenia. To znaczy wiadomo, że dobrze jest brać jakieś witaminy i jeść owoce, ale i tak prędzej czy później coś cię złapie. Dlatego trzeba wiedzieć jak działać, kiedy intruz już się dostanie do twojego organizmu i zacznie czynić pierwsze szkody. Ja mam trzy takie metody i któraś zawsze zadziała.

Po pierwsze - sen. Przy rytmie 16 h na nogach, w tym 4 dawkach Gripexu raczej ciężko o dobry wynik. Bo albo ci się nie uda i po 2 dniach nie z własnej woli i tak zlądujesz w łóżku, albo ci się uda i objawy całkiem ustąpią. Na chwilę, bo twój organizm nadal nie dostał tego, czego chciał - odpoczynku. Tak czy siak leki są dobre na moment - ogarnij więc tylko te najważniejsze kwestie i sru do łóżka. Nawet, jeśli twoja kobieta miałaby ci potem wypominać jaki słaby jesteś i jak się trzeba z tobą cackać. Trudno - cel uświęca środki.

Po drugie - grzane piwo. Albo wino, a jak czujecie się na siłach to możecie poeksperymentować z innymi alkoholami na gorąco (ponoć wrząca żołądkowa robi dobrze na żołądek... i pewnie stąd jej nazwa). Na wczesny etap przeziębienia wystarczy piwo - przynajmniej dla mnie. Zresztą nie od dziś wiadomo, że dobry browar nie jest zły, bo ma właściwości lecznicze i w przeciwieństwie do różnych innych kolorowych napojów nie znajdziecie tam chemii. A jak rozgrzewaaa...

Po trzecie - białe kuleczki. To moje ostatnie odkrycie. Nigdy nie wierzyłem w homeopatię, ale poniekąd zmusili mnie do tego lekarze w NZOZ-ach, którzy coraz częściej stawiali diagnozy w stylu: "dajemy antybiotyk i zobaczymy co dalej". Z reguły dalej było tylko gorzej, a że dotyczyło to moich córek, to nie mogliśmy dłużej testować ich zdrowia. No bo co za różnica - tu ryzyko, tam ryzyko, ale jak coś nie gra to trzeba szukać alternatywy. I powiem wam, że podziałało. Takie małe kuleczki rozpuszczone w wodzie nie tylko wyleczyły mi dzieciaki, ale dały im odporność jakiej wcześniej nie miały. A to ma tyle wspólnego ze mną, że teraz sam postanowiłem to cudo wypróbować. No i po 2 dniach takiej kuracji, bez żadnego innego wspomagania choćby paracetamolem czy miksturą z cebuli, czuję się lepiej. Po prostu. Placebo to raczej nie jest skoro działa na dzieci, a one przecież nie znają tego zjawiska. Zresztą ja też nie chciałem sobie niczego na siłę udowadniać.

A jak u Was to wygląda z chorobami? Macie jakieś swoje sposoby na przeziębienia? Tylko nie katujcie mnie mieszanką mleka, cebuli i miodu. Pewnie pomaga, ale ja tam wolę swoje kuleczki albo piwo.




Piszcie w komentarzach.