7 lis 2012

WARSZAWA MA POWIŚLE, POZNAŃ MA NASTAWNIĘ

Kiedyś lubiłem bywać w kawiarniach. Ok - nadal lubię, ale kiedyś miałem na to czas. Studenckie czasy niestety nie wrócą, ale to nie powód, żeby stare dobre zwyczaje podzieliły los kilogramów kserowanej na studiach makulatury, która zakończyła swój żywot zakopana pod ziemią, w niszczarce albo w piecu. Nie przestanę lubić fajnych i klimaciarskich kafejek tylko dlatego, że magiczny wiek studenta i ulgi z nim związane bezpowrotnie minęły.

Jest w tym nawet coś ekscytującego, kiedy szukasz tej jednej wolnej chwili, żeby móc w spokoju usiąść tam, gdzie ci dobrze, a jeszcze cię słodko nakarmią i pobudzająco napoją.



Taki moment nadszedł dziś. Moja ekscytacja była tym większa, że za cel obrałem sobie otwartą zaledwie kilka dni temu Nastawnię PoC. To zupełnie nowa, położona w bardzo oryginalnym i jednocześnie malowniczym otoczeniu poznańska kawiarnia, a docelowo także galeria, kolejarska izba pamięci i punkt informacji kolejowej. Można ją dostrzec, przechodząc Mostem Teatralnym w stronę Starego Rynku (głowa w lewo, oczy lekko w dół) lub wracając tamtędy (wtedy na prawo patrz). A to widok z mostu:



Wzroku tak od razu nie przyciąga - ot jakiś czarny kontener z oknami doczepiony do jakiegoś zabytku. Ten zabytek to właśnie Nastawnia, czyli budynek z przeznaczeniem dla urządzeń do zdalnego sterowania ruchem kolejowym. W każdym razie połączenie blaszanego pudełka z ceglanym domkiem wygląda intrygująco. Ciekawe, jak jest w środku. Wchodzimy.



Jasno i przestronnie, można swobodnie oddychać. Na parterze, po obu stronach blaszane ściany kontenera zostały zastąpione szkłem (lub plastikiem, w każdym razie czymś przezroczystym) i to właśnie sprawia wrażenie sporej - jak na rzeczywisty rozmiar - przestrzeni. Dzięki tym przeszklonym ścianom mam też wybór czy wolę pogapić się beznamiętnie na przejeżdżające tuż pod oknem pociągi, czy poobserwować ludzi przechodzących przez zakopany w liściach park. A zimą zanosi się na atrakcje w postaci chmary dzieciaków zjeżdżających na różnych dziwnych przedmiotach po zaśnieżonej górce kilka metrów od okien kawiarni. Oczami wyobraźni widzę tam siebie - mokre i zziębnięte dziecko zjeżdża lub ucieka przed nalotem śnieżnych kulek, rodzic zza szyby cieplutkiej kafejki dogląda, odrywając czasem usta od kawy, a oczy od gazety. Boskooo.




Nad stylem, w jakim została urządzona Nastawnia nie ma co się za bardzo rozpisywać, bo jej wygląd najlepiej oddają zdjęcia (robione zwykłym smartfonem, więc cudów nie ma). Kontener to klimat bardziej stołówkowy, studencki - stoliki i krzesła ułożone są w trzech rzędach i sprzyjają nauce albo siedzeniu przy iPadzie. Piętro Nastawni to typowy układ i wystrój kawiarniany, genialny do relaksu, rozmyślań (mijające się pociągi bardzo w tym pomagają ;) i spotkań we dwoje.




Fajne jest to, że w Nastawni nie ma rzeczy niepotrzebnych, że została urządzona w sposób minimalistyczny i że zadbano o kontrast. Blacha kontenera vs. cegła zabytku, stoły i krzesła 'modern style' na dole vs. 'grandma style' na górze, szaro-betonowo-magazynowa podłoga vs. kolorowe pufy i poduszeczki, plazma LCD na ścianie vs. starodawne latarki sygnalizacyjne PKP. Ten pozorny misz-masz tworzy bardzo przyjazną atmosferę zarówno dla osób młodych, które dobrze wiedzą, że tak się teraz "nosi i urządza", jak i dla starszych, które cenią sobie wygodę mięciutkiej fioletowej poduszeczki i kolejarski klimat z czasów PRL.



A ceny? Też kontrastują. Bo tak dobrej, czarnej kawy za 5 zł w centrum miasta raczej nigdzie nie znajdziecie. Do tego w miejscu z extra widokiem na dwie różne rzeczywistości, położonym w najoryginalniejszej z możliwych okolicy. No to jeszcze parę danych z cennika, bo na pewno Was zachęcą:

- latte 6 zł (są trzy warstwy, w smaku dobre, ale bez rewelacji)
- herbata i woda 3 zł (ja dostałem za free :), sok 3zł
- szarlotka na ciepło z lodami albo brownie 6 zł, tiramisu 7 zł
- zupa 6 zł, pierogi ruskie 10 zł, carbonara 12 zł
- smażone śliwki zawijane z boczkiem 6 zł (jako ciekawostka, ale nie wiem jak smakują)





Czy Nastawnia ma jakieś minusy? Hm... Trochę irytowało mnie, kiedy podczas mojego półgodzinnego pobytu, obsługa co 5 minut doglądała mnie i mój stolik. Tak mi się przynajmniej wydawało. Siedzę sobie na samym końcu sali na górze, przodem do okna i torów kolejowych i kątem oka widzę, jak kelnerka człapie tych kilka metrów w moją stronę, żeby "coś" zobaczyć. Tak zupełnie bez słowa i tak parę razy. Dziwne.


Barmani to też nie starbucksowy poziom elokwencji i dialogu, ale tu liczę, że stali klienci zrobią swoje i bar będzie żył swoim życiem.


W każdym razie ani jedno, ani drugie zjawisko nie zmieni mojego nastawienia do Nastawni, która moim zdaniem ma szansę stać się czymś na kształt Warszawskiego Powiśla. Ma okazję być lokalem kultowym, odwiedzanym, modnym i rozpoznawalnym. Brakowało takiego miejsca w tym właśnie miejscu w Poznaniu. Brakowało miejsca, które łączyłoby prostą, zwyczajną gastronomię ze światem kultury i sztuki, ale również historię i tradycję z trendem i nowoczesnością. Pomysł jest jak najbardziej trafiony, wszystko tam gra jak należy, ale Nastawnia musi wykorzystać swój potencjał. Nie może pozostać tylko kawiarnią z kolejarskim zadęciem, bo szybciej niż myśli wyrośnie jej konkurencja na 2-gim peronie. Ale wierzę, że maszynista tego pociągu wie, jakim torem i jak szybko należy jechać.



Zachęcam Was do odwiedzenia i bywania w tym miejscu, bo ma klimat i produkuje dobre fluidy. A będzie jeszcze lepiej.

PS.
Powinienem jeszcze wspomnieć o autorach tego projektu - ludziach z Front Architects - którzy wykonali kawał dobrej roboty i to dzięki nim mogłem się trochę tym miejscem pozachwycać. Byle tak dalej Panowie, to może w końcu nas i nasze miasto gdzieś docenią. A nie ciągle ten Wrocław i Wrocław :)



Podobało Ci się? Nie zgadzasz się? Zostaw komentarz!