18 lis 2012

STOLICA, S'BUCKS, KOMINEK I PIWO MARCOWE

Do Warszawy przywiózł mnie w piątek Polski Bus. Mordercza podróż, mimo że wi-fi, że wygodne fotele, ciepło, a kierowca słucha Trójki. Niestety na zmianę z jakąś inną disco-stacją, a internet szybciej chodził przez GPRS w telefonie. No, ale jestem.

Kiedy człowiek ma tylko parę godzin, żeby sobie "pobyć" to nie wybiera zwiedzania zabytków, grobów nieznanych żołnierzy, ani innych dziwnych miejsc wymagających zaangażowania. Angażował to ja się będę za kilka godzin.



Tego Starbucksa w Warszawie nigdy nie omijam. Lokal przy Nowym Świecie musi być zaliczony, choćby nie wiem co się działo i jak mało czasu bym miał. Najwyżej biorę na wynos, ale wczoraj była okazja, żeby nawet zjeść tam rogala marcińskiego. Tak jest, w Warszawie, tydzień po. A w Poznaniu już od dawna nie można takich nigdzie dostać. Cóż, stolica wszystkie wykupiła i będzie teraz sprzedawać do Bożego Narodzenia.



W czasie długiej jazdy autobusem nagle poczułem mandarynki. Pani siedząca obok zaczęła je sobie obierać i zjadać jedna po drugiej. Może na zachodzie ten cytrusowy zapach symbolizuje plażę i drinki, ale u nas poczułem, że idą święta. Do tego zimno i mglisto na dworze, więc klimat, jakby nie patrzeć, bardzo świąteczny się zrobił. A prezent dostałem w postaci szkolenia, na które sam się zaprosiłem, ale nikt nie miał nic przeciwko.



Ci, którzy wiedzą, czym są blogi i czytają od czasu do czasu taką radosną twórczość, wiedzą też kim jest Kominek. Albo chociaż o nim słyszeli. Dlatego nie będę tu zgłębiał jego osoby, ale powiem tyle, że ten gość dzięki blogowaniu coś już w życiu osiągnął. Dla nas, małych dzieci blogosfery, jest autorytetem. Ojcem, bo jak trzeba, to da zjebkę i matką, bo jak trzeba, to pomoże.

Skoro on i paru innych dało radę, to dlaczego nie ja? A to jest zwykły, pospolity, o wybujałym ego megasympatyczny facet, który dzięki swojemu uporowi w dążeniu do celu, może robić to, co naprawdę lubi, a może nawet i kocha.

Skoro więc on, to czemu nie ja? Potrzebował paru ładnych lat, żeby to firmy z dużą kasą przychodziły do niego, a nie on do nich. Ale teraz to się dzieje, a on sam jest niezależny i ma w pompie sytuację na rynku pracy. Czy nie każdy z nas chce tego samego?

Zatem skoro Kominek, to dlaczego nie ja? I dlaczego nie my wszyscy, którzy chcemy tym żyć?

Po to mi była właśnie piątkowa wycieczka do Warszawy - utwierdzić się w przekonaniu, że idę dobrą drogą. No to podsumujmy:


Kominek, jego styl bycia i to, co osiągnął

możliwość poznania się z innymi blogerami LIVE

wątpliwości 

fajne przeżycie i moja przyszłość

No dobra, ale po co człowiek sprzedający traktory pokazuje innym, jak te traktory dobrze sprzedawać? Dlaczego zachęca nas do wejścia na jego działkę i robienia tego samego, co on?

Bo blogosfera, to wciąż dla tradycyjnych mediów i większości firm trzeci świat. Ot, taka ciekawostka turystyczna. Są blogerzy, którzy potrafią na sobie i swoim blogu zarobić, ale jest ich bardzo niewielu. Pojawienie się świeżej krwi, nowych pomysłów i nowych twarzy pozwoli na profesjonalizację blogosfery, co przyciągnie do niej znacznie więcej firm, sponsorów i co za tym idzie - znacznie więcej kasy. A zgarniać ją będą ci najlepsi, ci pierwsi, z których zdaniem już teraz trzeba się liczyć i którzy wiedzą, na czym ten biznes polega. Czyli tacy, jak Kominek.

Zatem wielkie podziękowania dla Tomka i paru innych, którzy ciągną tą blogosferę do przodu i przecierają szlaki. Na placu i tak zostaną najlepsi i najwytrwalsi, ale zyskamy na tym wszyscy.


Potem było jeszcze piwo marcowe w Bierhalle - też na Nowym Świecie. Piłem je po raz pierwszy 2 miesiące temu, przed koncertem Coldplay. I się zakochałem. W piwie i w kelnerkach, które są tam po prostu śliczne i każda jedna ma piękny dekolt. Dlatego tak jak Starbucks, od tamtego czasu piwo marcowe w tej knajpie jest obowiązkowym przystankiem podczas każdej mojej wizyty w stolicy. Nieważne, ile mam czasu.

Pięciogodzinna podróż z powrotem minęła szybko, bo spałem. Jednak niewygodne są te fotele w tym polskim busie (chyba wolę te w PKS-ach, wytarte, wgniecione i z dziurami, ale miękkie przynajmniej). Choć świadomość tego, że ktoś ma gorzej (kierowca prowadzący busa we mgle o 2 w nocy), pozwoliła mi odpocząć.

Czwarta rano - jestem w Poznaniu. Nawet wyspany, ale przede wszystkim bogatszy o nowe doświadczenie, poczucie, że jestem częścią polskiej blogosfery i przeczucie, ze to jest właśnie to.



Podobało Ci się? Nie zgadzasz się? Zostaw komentarz!