13 lis 2012

KUPIĘ TANIO MIESZKANIE - NA 13 SPOSOBÓW

Ostatnio całkiem sporo znajomych mi ludzi planuje zakup mieszkania. Tak sobie rozmawiamy o biznesach, interesach, sportach i rodzinach, aż w końcu temat i tak schodzi na własne M. Nie wiem czy to kwestia pory roku, czy zwykły przypadek. Ale pamiętam, że rok temu o tej porze też z kimś na tematy mieszkaniowe rozmawiałem. 

A trzy lata temu sam kupowałem i remontowałem własne. Coś w tym musi być, że jesienią ludzie rzucają się na mieszkania niczym pijak na wódkę. Wiadomo, że każdy taką decyzję planuje i dojrzewa do niej, ale jakoś tak się dziwnie składa, że jej finał następuje jesienią albo przeciąga się do zimy.

A może nie ma się co dziwić? Jesień sprzyja chorobom, depresjom i ogólnie złemu samopoczuciu, więc podświadomie szukamy czegoś, co nas na ten smutny okres mocno zaangażuje. Poza tym zimne pory roku raczej nie zachęcają do codziennych spacerów i człowiek chętniej posiedzi w domu. Tym bardziej, jeśli właśnie go kupił.


Ale wracając do rozmów ze znajomymi, uderzająca jest ich niewiedza w temacie zakupu mieszkania. O ile rynek pierwotny wymaga wiedzy bardziej prawniczej niż remontowo-budowlanej, to przy kupnie mieszkania "używanego" wystarczy trochę logiki plus jakiś dobry znajomy, co się zna. Takim Waszym doradcą powinien być też pośrednik, ale obojętnie jaki by nie był dla Was miły i kochany, to najbardziej zależy mu na prowizji, czyli Waszych pieniądzach. I ostatnią rzeczą, jaką dla Was zrobi, będzie negocjowanie ceny ze sprzedającym. No chyba, że oboje sztucznie ją zawyżą, co by potem bez wyrzutów sumienia i z uśmiechem na twarzy zaproponować "rewelacyjne" warunki.


Teraz jestem mądry, bo mam to za sobą. Ale trzy lata temu też byłem głupi. Do tego logiczne myślenie w sytuacji, gdy mieszkanie Wam się podoba, a właściciel wciska Wam, że ma dziś jeszcze dwudziestu oglądających, nie należy do najłatwiejszych czynności. Ja już przez to przebrnąłem i chcę się tym teraz z Wami podzielić. Wiem, że ludziom trudno jest uczyć się na czyichś błędach i słuchać złotych porad, bo to im się od razu źle kojarzy - z kazaniem w kościele, z dzieciństwem, kiedy to mamusia "dobrze" nam radziła, już nie wspominając o teściowej. Ale to nie rady tylko sugestie.


Weźcie sobie z tego, co chcecie. Być może komuś to pomoże, być może jeden z poniższych pretekstów przyczyni się do znacznego obniżenia ceny Waszego nowego domu. Nie są to odkrywcze metody, ale dla kogoś, kto musi w 15 minut powiedzieć "biorę" lub nie, bo za drzwiami czeka tabun chętnych, mogą okazać się bardzo cenne.


Oto 13 argumentów, o których z pewnością milczeć będą pośrednicy, właściciele, ich rodziny, sąsiedzi (chyba, że się nie lubią) i zwierzęta. 13 pretekstów do "zjechania" z ceny w sytuacji, kiedy wszyscy grają przeciwko Wam i próbują ukryć to, co niewygodne.

1. Zwróćcie uwagę na klatkę schodową. Mieszkanie może być śliczne, cudne, świeżo wyremontowane, dizajnersko umeblowane, z widokiem na park i jezioro, ale jeśli klatka jest w opłakanym stanie, to negocjujcie. Będziecie sprowadzać znajomych, rodzinę, kochanków. Co z tego, że macie odwalone mieszkanie, kiedy wstyd Wam będzie gościa przez klatkę przeprowadzić.
Poza tym, jej stan często odzwierciedla stan i podejście zarządcy tego miejsca (czyli np. spółdzielni) lub też wskazuje na sąsiadów, którym nie przeszkadza, że ich domowe zwierzątka oddają mocz na klatkę. 
2. Zwykle mieszkania do remontu już mają obniżoną cenę, ale co Wam szkodzi pomarudzić i powzdychać, że okna są do wymiany, parkiet do cyklinowania, a ściany są krzywe i wymagają gładzenia? Zawsze można ugrać jeszcze większą promocję, a poza tym jaką macie pewność, że to już wszystko, co trzeba w mieszkaniu zrobić?
3. No właśnie. Przecież skąd macie wiedzieć, co siedzi w ścianach, suficie i podłodze? Po latach kable elektryczne mogą być już na tyle sfatygowane, że włączenie za jednym razem Waszej nowiutkiej pralki i lodówki spowoduje spięcie i już pierwszego dnia trzeba będzie wołać elektryka i serwis. Koszty.
Sufit może pękać, przeciekać, a w rogu może właśnie pan właściciel zamalował grzyba. Podłoga może skrzypieć i być dziurawa. Koszty.
Jasne, że nie ma co wyjeżdżać na wstępie z takimi podejrzeniami, ale jeśli nie mamy pod ręką fachowca, to każdą, nawet najdrobniejszą rysę trzeba samemu dokładnie prześwietlić i żądać wyjaśnień.
Dobrym patentem jest prośba o "naprawdę bardzo szczerą odpowiedź", co w mieszkaniu jest do naprawy, do remontu, bla bla bla, bo bardzo nie chcemy być zaskoczeni, jesteśmy biedni, mamy ograniczony budżet etc. Taki zabieg często wystarcza, żeby zobaczyć czy właściciel jest z nami szczery, czy chce nami zakręcić, bo widać to po jego zachowaniu - całym swoim ciałem pokazuje, jaką walkę sam ze sobą właśnie toczy: mówić o trupie pod podłogą czy przemilczeć?
4. Jeśli nie zależy Wam na widoku albo jasnym mieszkaniu, to szukajcie takich, gdzie pod oknem jest plac budowy, a do pomieszczeń ani przez sekundę w ciągu dnia nie zagląda słońce. Wam nie zależy, ale właściciel o tym nie wie. Zimne, ciemne lokum bez perspektyw na szczęśliwe życie dla urodzonego domatora. Fatalne położenie. Negocjujcie.
5. Brak balkonu - to samo. Wam może nie zależeć, ale musicie wiedzieć, że takie mieszkanie trudno sprzedać, bo 9 na 10-ciu chciałoby mieć trochę podwórka w kamienicy albo na blokowisku. Wy możecie być tym jednym, ale choć na chwilę warto o tym zapomnieć i nie wychylać się, że "właściwie po co nam balkon".
6. Obojętnie na jakim piętrze znajduje się Wasze upatrzone M, to zawsze można znaleźć powód do jakiejś niewielkiej obniżki. Przecież parter to z samej definicji zagrożenie w postaci złodziei i niezapowiedzianych wizyt świadków Jehowy plus zimna piwnica pod Wami. Piętro po środku to sąsiedzi z każdej strony, do tego zawsze możecie zalać kogoś pod Wami i ktoś może zalać Was. Na samej górze latem jest gorąco, zimą zimno, dach może przeciekać, a jeśli macie dziecko to już w ogóle możecie je wykorzystać jako kartę przetargową.
7. My młodzi kupujemy raczej mieszkania małe i nieustawne, a gratów ze sobą mamy tyle, że pałac mógłby nie wystarczyć. A przecież nie będziemy się ich pozbywać tylko dlatego, że nie mamy gdzie ich upchnąć. No chyba, że właściciel satysfakcjonująco obniży cenę, bo mieszkanie nie posiada piwnicy (albo czegoś w tym rodzaju). A to wbrew pozorom tak samo ważne pomieszczenie jak kuchnia czy łazienka. Każdy chce mieć w domu ład i skład, ale nikt nie chcę się niczego pozbywać, bo a nóż się kiedyś przyda. Piwnica musi być. Albo zjazd z ceny. 
8. Dobrze jest mieć auto. Bo w przypadku, kiedy właściciel nie posiada garażu albo miejsca parkingowego, a postawienie naszej gabloty na ulicy graniczy z cudem, jest to cudowny pretekst do negocjacji. No bo musimy wynająć garaż, opłacić miejsce albo wykupić parking pod blokiem. Koszty, koszty.
9. Sprawdźcie w Internecie czy na osiedlu, gdzie będziecie mieszkać były ostatnio jakieś rozboje, napady albo kradzieże. Czy ekshibicjoniści odstawiają swój performance tylko wieczorami, czy w ciągu dnia też mają występy. Popytajcie sąsiadów czy ten trzepak pod oknem aby na pewno służy do trzepania dywanów, a nie jako miejsce spotkań tutejszej młodzieży. Wszystko ma wpływ na cenę.
10. Jeśli Wasze wymarzone mieszkanie ma aneks kuchenny... to dobrze. Sytuacja podobna do tej z balkonem i oknami od północy. Może Was taki układ rajcować, ale nie wyprowadzajcie sprzedającego z błędu i pokażcie, jak wielki to dla Was kłopot. Tu trzeba przebudować, tam dobudować, wszystko pomalować, no i jeszcze drzwi... Nie byliście przygotowani na takie koszty. Aneksy nie są już modne i ogarnięty właściciel mieszkania powinien doskonale o tym wiedzieć. A jak nie, to delikatnie dajcie mu do zrozumienia, że aromat smażonego kotleta nie współgra z zapachem waniliowej świeczki w salonie. Niedobrze Wam się robi.
11. Papiery. Wszystkie flepy i świstki poświadczające, że ten oto pan jest właścicielem mieszkania, że nie jest niczym obciążone, zajęte przez komornika, nie ma na nim żadnej służebności, że nie zalega z czynszem za ostatnie 10 lat. Plan mieszkania i wiele innych ważnych dokumentów. Jeśli czegoś brakuje i jest wielce prawdopodobne, że się nie znajdzie, to nawet nie zaczynajcie negocjacji. Bo za 3 miesiące przyjdzie do Was pismo, że jako nowi właściciele zalegacie 100 tysięcy złotych z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu.
12. Łazienka to drogi biznes, więc jeśli fugi między kafelkami są czarne, a w wannie, w klozecie i w umywalce macie rdzawo-brązowe smugi, koło okna zamieszkał grzyb i w ogóle śmierdzi moczem starego dziada, to tym lepiej dla Was i dla Waszych negocjacji.
A co, jeśli łazienka wygląda na czystą, zadbaną i nawet względnie ładny zapach stamtąd dochodzi? Pytajcie, kiedy była remontowana i żądajcie paragonów zakupu płytek, rurek, kabiny prysznicowej i wszystkiego, co tylko Wam do głowy przyjdzie. Bo ładnie wyglądająca łazienka, ale zrobiona 10 lat temu oznacza, że mogą się tam zalęgnąć jakieś robale - pod zabudowaną wanną, prysznicem, w szafkach, pod podłogą i kiedyś mogą chcieć stamtąd wyjść. W wilgotnych warunkach mają ułatwione zadanie. Ale kosztowny remont załatwi sprawę.
Trochę naciągany, ale niestandardowy pretekst, który może właściciela bardzo zaskoczyć i jest szansa, że będąc w lekkim szoku obniży Wam cenę.


13. Nie zawsze jedynym sukcesem, jaki możecie osiągnąć jest niższa cena. Jeśli Wy macie twarde argumenty, a właściciel mimo to nie chce spuścić z ceny, macie 2 wyjścia. Możecie olać sprawę, obrazić się i wyjść albo próbować uzyskać coś w zamian. Część rzeczy sprzedający zazwyczaj chce wziąć ze sobą do swojego nowego domu, np. pralkę. Umówcie się, że OK - cena zostaje, ale pan dorzucasz tę pralkę i ona tu zostaje. Takim sposobem też można się dogadać i w sumie obie strony powinny być zadowolone - Wy, bo macie gdzie prać i nie musicie jeździć po marketach i pan były już właściciel, bo kupi sobie nową, na gwarancji.

Ja nie zastosowałem nawet "mniejszej połowy" tych wszystkich pretekstów, bo nie musiałem albo nie wiedziałem, że mogę je zastosować. Głupi byłem, jak większość przed swoim "pierwszym razem".


A czy Was coś negatywnie zaskoczyło zaraz po podpisaniu umowy? Coś, po czym do dziś nie możecie spojrzeć w lustro, bo tak bardzo Wam wstyd żeście wcześniej tego nie dostrzegli? A może popisaliście się jakimś mistrzowskim zagraniem, po którym właściciel spuścił Wam połowę ceny? Piszcie, ktoś na pewno na tym skorzysta.




Podobało Ci się? Nie zgadzasz się? Zostaw komentarz!