29 wrz 2012

PARÓWKOWA IMPOTENCJA


I znowu mnie to spotyka. Kto z Was jadł ostatnio hot-doga na stacji? Albo inaczej: kto z Was próbował ostatnio zjeść hot-doga na stacji? Z parówką, podkreślę. No ja próbuję co jakiś czas i od miesięcy mi się to nie udało.

Jakoś tak zawsze, kiedy chcę tego dokonać, pani mnie obsługująca miłym głosem oświadcza: "Uuu... Przykro mi, ale właśnie się skończyły". A przede mną od godziny żadnego głodnego klienta nie było, takie mam wrażenie, bo zazwyczaj jestem zmuszony przerwać jej czytanie Faktu albo innego szajsu lub też zwyczajnie przebudzić ją ze snu. No ale nic, pani szybko starała się jednak zaspokoić mój głód i stwierdziła, że na pewno będzie mi smakować kabanos. Albo kebabowa parówka. O nie, nie, to drugie od razu odrzuciłem, bo koło kebabu to ona nigdy nie stała. Ale raz mnie, frajera, wzięli pod włos i wcisnęli tego kabanosa. Pierwszy i ostatni. Trzy czwarte musiałem wyrzucić. A pani była wielce zdziwiona, kiedy wróciłem po zwrot pieniędzy. I wszystko szło dobrze do momentu, aż poprosiła mnie... o zwrot hot-doga. I paragon - dodała po chwili uśmiechając się do mnie szyderczo. No tak, raz człowiek zapomni o podstawowych warunkach reklamacji. Cóż, zabrakło mi argumentów i w koszu też już raczej nie będę grzebał. I po co te nerwy pani kochana... - pomyślałem - ...przecież żartowałem (grrr...).

Ale wracając do sedna, ostatnio za każdym razem, kiedy mam ochotę na gorącego psa z parówą, to jego nie ma. Wyszedł. Kazał kabanosowi pilnować dobytku i w razie czego zastąpić, a sam poszedł w miasto. Może to ja mam pecha, ale przecież stojąca za mną kolejka głodnych miłośników hot-dogów z parówką też się nie naje. Jasne, pociesza mnie to bardzo, że ktoś jeszcze jest zawiedziony. No dobra, jak mam czas, to przynajmniej sobie ulżę dyskutując ze sprzedawcą.

- Proszę pana, to jest kolejna stacja w moim życiu, na której macie gdzieś oczekiwania klientów.
- Wie pan... No dużo ich schodzi, więc nie nadążamy.
- No ja widzę, że nie nadążacie, ale to co robi obok te 5 kabanosów i 3 kebabowe?
- Czekają na klientów...
- ...a ich nie ma. Ludzie wolą parówki. Nie możecie ich włożyć do tego pieca więcej?

Zazwyczaj na tym rozmowa się kończy, bo i ja nie mam czasu, i sprzedawca też zapomina języka w gębie (chyba go po prostu oświeciłem). I ma to swoją jedną pozytywną stronę, bo przeważnie odechciewa mi się w ogóle jeść. Zaoszczędzone 3,99. Które po jakimś czasie zaczyna mi jednak w portfelu ciążyć i chcąc, nie chcąc rozpoczynam szukanie kolejnej stacji.